Menu ♥

niedziela, 30 października 2016

Cześć !
Chciałam naprawdę podziękować bo na blogu wybiło właśnie ponad 2k wyświetleń ♥ 
Jestem na prawdę szczęśliwa po prostu płakać się chce! Bardzo dużo to dla mnie znaczy, bo ja na prawdę wiem, że mój zasób słów i sposób pisania nie jest do końca dobry. 

Chciałam też upewnić się, czy ktoś byłby zainteresowany gdybym zaczęła pisać kontynuacje życia Michaela po śmierci głównej bohaterki-Delancy.
O odpowiedź proszę w komentarzach. 

NA PRAWDĘ BARDZO DZIĘKUJĘ!!!! 
Pozdrawiam!! 




wtorek, 19 kwietnia 2016

#16 [END]

        Skąd on do jasnej cholery wie gdzie ja jestem ?
- Co ja mam mu odpisać ... - nerwowo zaczęłam zastanawiać się nad odpowiedzią.
Powinien wiedzieć, że nasza krótkotrwała znajomość dobiegła końca już dawno. Wstałam z łóżka szpitalnego na tyle delikatnie żeby nie budzić śpiącego Michiego i wyszłam z sali na której dotychczas przebywałam.
- Pięć, siedem, dwa ... - wybierałam numer - Odbierz, błagam...
- Słucham ? - odezwał się zaspany głos Filipa.
- Skąd wiesz gdzie ja teraz jestem, hę ? Nie doszło do ciebie to, że to był jednorazowy wybryk ?
- Hej, spokojnie skarbku. Twój Michael nie musi o niczym wiedzieć - zapewniał.
- Nie musi. I też się o tym nie dowie, jasne ?! - podnosiłam głos.
- Nie ma nic za darmo, kochanie.
- Jakie kochanie ? To ja powinnam wymagać co nieco od ciebie.
- Chciałem iść po dobroci. Ale skoro nie... tysiąc euro i milczę jak grób. No chyba, że wolisz żebym nie milczał - rozłączył się.
T tysiąc ? EURO ?! Jakiś wariat ! W co ja się wpakowałam. Jedna głupota będzie mnie kosztować aż tyle ? Nie znałam go od tej strony. W zasadzie w ogóle go nie znałam. Przysiadłam na plastikowym, ledwo stojącym na pomalowanym na zielonkawo krześle. Skąd ja mam wytrzasnąć taką sumę ? Najlepiej będzie jeśli powiem Michaelowi prawdę... Teraz, albo nigdy. Obiecaliśmy sobie szczerość, a ja głupia nawet tego nie jestem w stanie dla niego zrobić. 'Czasem chcemy żyć normalnie, nic więcej. Czasem ktoś lub coś wiąże nam ręce'. Między prawdą a kłamstwem jest klucz do odpowiedzi. Tak zawsze mówiła mi Jagoda... Gdybym mogła z nią znów w spokoju porozmawiać. Mętlik w głowie - powraca. Tysiąc myśli na minutę, dwa tysiące rozwiązań sytuacji. Ile jednak jest trafnych ? Wpatrywałam się w wygaszony ekran mojego telefonu. Wybacz, ale nie mogę nic więcej przed tobą ukrywać, kochany. Szukając szczęścia powoli się z nim rozstałam.
- A co ty tu robisz ? - podszedł do mnie zaspany blondyn.
Wstałam, złapałam go za ręce i spojrzałam prosto w jego błękitne niczym morze oczyska. Może po raz ostatni tak właśnie się dzieje ? Marshall, wszystko zależy od tej chwili. Nie schrzań tego.
- Nikogo nie kochałam z taką siłą. Musiałam spotkać ciebie, by zrozumieć czym jest miłość. Zabawne jak obydwoje 'skończyliśmy' szczęśliwi i wszystko wydaje się być w porządku. Od dnia w którym cię poznałam wiem, że nie zapomnę cię aż do śmierci - smutek zaczął opanowywać moją duszę.
- Nie rozumiem, do czego ty dążysz ? - zapytał Michi zaciskając moje dłonie jeszcze bardziej.
- Miła, grzeczna dziewczynka, która nie łamie reguł. Tak ci się zdawało kiedy mnie ujrzałeś prawda?
Nagle w moim życiu pojawił się ktoś, do kogo chce mówić te najważniejsze słowa, z kim chce być jak najbliżej się da, dla kogo mogę zostawić wszystko byle by był tylko przy mnie. A ... Twoje obłędne niebieskie oczy śnią mi się po nocach. Niekiedy wszystko się rozpada...
- Nadal nie rozumiem. O co ci chodzi Delancy ? - jego mina wyrażała coraz większe przejęcie całą tą sytuacją.
Nie wiedziałam jak to wszystko wyjaśnić. Ja doskonale wiem, że to już koniec. Wiem, że on mi tego nie wybaczy. Jeżeli okaże się to jednak dziecko Filipa... Ja to czuję. Miłość nie jest czymś, czego możemy nauczyć się w szkolnej ławce. To rzecz, którą się czuje i pod żadnym pozorem się o niej nie zapomina. 'Jedno serce, tyle uczuć.'
- Jesteś osobą, której nie chcę stracić - w oczach pojawiły mi się łzy. Dokładnie te, które zjawiają się w każdą samotnie spędzoną noc.
Jego twarz bladła, a oczy przesiąkały słoną cieczą dokładnie jak w moim przypadku.
- Ty .. - wahał się.
- Ja .. Na prawdę nie chcę, ale wiem, że jeśli dowiesz się prawdy, to wszystko co dotychczas nas łączyło się skończy - puściłam dłonie.
- Nie rozumiem twojego toku myślenia. Co cię do tego skłania ?! Zrywasz ze mną tylko dlatego, żebym nie zrobił tego szybciej niż ty ?! - nerwowo zaczął wymachiwać rękoma.
Emocje zaczęły mnie ponosić. W zasadzie pierwszy raz słyszałam jak podnosi głos w nerwach. I to jeszcze z mojej winy.
- I co, wmurowało cię ?!
- Zdradziłam cię, idioto ! - wydarłam się na cały korytarz.
Dookoła zrobiło się cicho. Świat zatrzymał się w niepewności. Pielęgniarki chodzące po korytarzach stanęły jak wryte. Pacjenci zebrali się wokoło nas. Oczywiście tylko ci, którzy byli w stanie i wiedzieli o co chodzi. Michi zaczął przebijać się siłowo przez tłum chorych ludzi. Próbowałam go zatrzymać, lecz na marne.
- Stój, proszę... - otarłam się delikatnie o jego dłoń.
- Masz czego chciałaś, proszę. Rano weźmiesz swoje rzeczy, a ja załatwię dla ciebie bezpieczny powrót do domu.
- Powiedziałam, że cię zdradziłam... Wiedziałam, że to tak będzie. Nie powiedziałam przecież, że to nie jest twoje dziecko !
- Czyli jednak jest taka możliwość ? Czy ty ... Czy ty siebie w ogóle słyszysz ? Najpierw wiesz, że to będzie koniec a teraz masz co do tego pretensje ? Spakuje cię. A ty jak wyjdziesz, zadzwoń to do ciebie przyjadę i odwiozę na przystanek skąd bus zawiezie cię z powrotem do Szczyrku.
Nie miałam siły żeby dalej ciągnąć tą kłótnie.
Hej, jakby to powiedzieć ? Wszystko schrzaniłaś 'maluszku'.
         Nadszedł czas wyjazdu. Michael podjechał swoim czarnym, wypolerowanym samochodem pod szpital gdzie czekałam ja: baryłowata idiotka, która skończyła najlepszy rozdział w swoim życiu w najgorszy z możliwych sposobów. Jak się czuje ? Boże, popełniam tyle błędów. Tyle przecierpiałam. To jedyny moment, kiedy uważam, że zasłużyłam na takie potraktowanie. Wszystko stało się z mojej winy. To co się stało już się nie odstanie. Jedyne co mnie w tej chwili ciekawi to odczucia Michie.... Michaela, przepraszam. Austriackiego skoczka narciarskiego z którym przeżyłam najlepsze 3 miesiące mojego życia. Czy on odczuwa to samo ? Czy to jego kamienne spojrzenie skrywa ból ?
- Wsiadaj - otworzył dżentelmeńsko drzwi.
Wsiadłam i zatopiłam się we wspomnieniach.
- Mam nadzieję, że podróż będzie udana. Że uda ci się w końcu wyspać.
- Uda się. Będę miała ciszę i spokój.
Czy ty, Marshall do jasnej cholery wiesz co powiedziałaś ?! Mogło go to urazić. Znów urazić. No nic.. Twojej reputacji już nic nie naprawi. Nawet milczenie, bo w końcu to ty milczysz, a nie osoba na której jemu zależy.
Kompletna cisza. W tle słychać jedynie odgłos odpalających samochodów i wiatru, który delikatnie snuje się pomiędzy gałęziami drzew. Spoglądam w stronę blondyna, który siłowo naciska na pedał gazu.
- Nie powinieneś nieco zwolnić ? Wkraczamy w teren zabudowany.
- Trzeba zdążyć na czas. Chyba chcesz wrócić do domu, prawda ? - pytał wciąż przyspieszając.
Zamknęłam uchylone przedtem lekko okno, ponieważ wiatr wydawał się być jeszcze bardziej porywisty przez prędkość z jaką poruszał się pojazd. Michael obrócił się za siedzenie, aby zasięgnąć butelki wody. Ciężarówka przed nami gwałtownie zahamowała. Czułam, że wydarzy się coś złego.
- Michael, stój ! - krzyknęłam.
Blondyn szybko wziął w obroty kierownicę. Niestety na próżno. Poduszka powietrzna znajdująca się pod kierownicą, uruchomiła się, a mnie momentalnie urwał się film.

                                                                         ***

Obudziło mnie delikatne klepanie po policzkach.
- Halo, słyszy mnie pan ? - pytał pewien mężczyzna ubrany w czerwony, odblaskowy strój.
- Tak, słyszę - odpowiedziałem podnosząc się lekko z podłogi.
Gdzie ja jestem ? Co się dzieje ? I dlaczego tak cholernie boli mnie głowa ? Wyciągnąłem z tylnej kieszeni mój telefon. Cholera jasna, potłuczony. Próbowałem wstać o własnych siłach, lecz nogi odmawiały mi posłuszeństwa. Czułem kłujący ból w lewym kolanie i miałem wrażenie jakby po całej mojej głowie spływały strumienie krwi.
- Proszę usiąść. Pamięta pan co się stało ?
- Jechałem... Odwieźć dziewczynę na autobus.
Dziewczynę ? Raczej byłą dziewczynę.
- Stefan - krzyknął ratownik w stronę jakiegoś mężczyzny - była z nim jakaś kobieta.
- Jest w stanie powiedzieć nam pan, jak wyglądała ?
Zaraz, zaraz. Nie ma jej ? Cholera co ja najlepszego narobiłem. To wszystko emocje... Nie byłem w stanie zrozumieć tego, że ona zrobiła mi coś takiego. Z resztą teraz jestem w stanie wybaczyć jej wszystko. Oby tylko była cała... Oh, Delancy ! Ty wybaczyłaś mi wszystko, ja nie potrafię wybaczyć ci jednej drobnostki. Błagam, wróć.
- Brunetka, włosy spięte w kucyka...
- Jakieś szczególne znaki ?
- My ... Mamy mieć dziecko - uśmiechnąłem się z dumą - Tym bardziej musicie jej szukać - ściszyłem głos.
Jak to w ogóle możliwe, że do tego doszło ? Za kółkiem jestem poważny jak nigdy. Zwłaszcza kiedy wiozę swoich najbliższych. Nie da się tego wytłumaczyć. Ta wściekłość którą wtedy czułem. A teraz ? Z jednej strony czuję ulgę, ale z drugiej strasznie się martwię. Czy to możliwe czuć ulgę w takiej sytuacji ? Oparłem się o zgniecioną maskę samochodu. Obraz wydawał się być coraz bardziej zamglony, a głos ... Jakby wcale go nie było. Jakby ktoś nacisnął kompletny 'Off' w mojej głowie.
Podjechała karetka. Zabrała mnie na oddział, na który zostałem bez żadnych problemów przyjęty. Dostałem pustą salę specjalnie po to, żeby Delancy mogła leżeć przy mnie. Ale to oczywiście od razu po tym, jak ją znajdą.
- Wit...- spojrzała na mnie pielęgniarka.
Ku mojemu zdziwieniu była to ta sama, która zajmowała się Dell przed kilkunastoma godziny.
- Co się stało ?! Gdzie... Gdzie dziewczyna?!
- Sam chciałbym wiedzieć - odkaszlnąłem.
Kobieta spojrzała na mnie ze współczuciem.
- Wykonamy diagnostyczne badania, tomografię i przede wszystkim będziemy musieli zaszyć panu ranę na głowie, bo nie wygląda to ciekawie - wywiozła mnie na szpitalnym łożu z sali prosto do pomieszczenia z tomografem.
        Do swojej - a właściwie naszej - sali wróciłem dopiero pod wieczór. Nadal panowała wokół pustka, a ja czekałem na objawienie.
- Będzie pan musiał przeczekać tu z tydzień. Wykonamy drobny zabieg i założymy panu gips na lewą nogę. Potem czeka pana tylko rehabilitacja i jest taka szansa, że sezon rozpocznie pan w znakomitej formie.
Szczerze ? Nie zależy mi już na tym, by równo z wszystkimi rozpocząć sezon. Chcę żeby Dell i nasze maleństwo ocalały. Nagle drzwi gwałtownie otworzyły się, a zza nich wyłonili się ratownicy z łożem na którym leżała właśnie ona. Objawienie ? Całkiem inaczej to sobie wyobrażałem. Cholera... Jej ciało było niemalże całkowicie zmasakrowane. Po twarzy spływały strumienie krwi, a na brzuchu widniała okropna, zaropiała rana.
- Szybko, reanimuj ! - słyszałem głosy.
- Raz, dwa, trzy, cztery .... Dmuchaj !
- Dobra. Widzimy się za godzinę na bloku operacyjnym. Podajcie znieczulenie - wybiegł z sali jeden z ratowników.
'Jest ta­ki rodzaj smut­ku, które­go nie można wy­razić łza­mi. Nie można go ni­komu wytłumaczyć. Nie mogąc przyb­rać żad­ne­go kształtu, osiada cias­no na dnie ser­ca jak śnieg pod­czas bez­wiet­rznej nocy.'
- Panie ratowniku - zatrzymałem mężczyznę - co się dzieje ?
- Znaleźliśmy ją po drugiej stronie ulicy... To cud, że żyję. Jest na prawdę silna. Musimy zabrać ją na blok. Proszę trzymać kciuki. Nie wygląda to najlepiej.
- Dziecko... Ono żyje ?
- Miejmy nadzieję... - zawahał się i wyszedł z sali ciągnąc za sobą szpitalne łoże.
Dlaczego to spotkało akurat mnie ? 'Smu­tek to naj­dziw­niej­sze z uczuć: czy­ni nas bez­radny­mi. Jest jak ok­no ot­warte wbrew naszej wo­li – przy nim można tyl­ko dy­gotać z zim­na. Z cza­sem jed­nak ot­wiera się rzadziej i rzadziej, aż wreszcie całko­wicie sta­pia się z murem.' 
Zamknąłem oczy. Nie miałem sił na walkę z myślami. 
-Boże ... Gdyby cofnąć czas. To ... To ja powinienem być teraz na jej miejscu - złożyłem ręce - proszę... Zrób coś.

       Obudziłem się dopiero nad ranem. Za przezroczystą szybą z widokiem na korytarz stał lekarz, trzymając w ręku jakiś notes. Bez wahania wszedł do środka i rozłożył ręce :
- Przy...Przykro mi...
Mina tego lekarza wyrażała więcej niż tysiąc słów. Od razu wiedziałem o co chodzi.
- Jak to przykro ?! - zacząłem odpinać przypięte do mojego torsu kable - Jak to przykro ?! - powtórzyłem pchając go na ścianę.
Pobiegłem do łazienki. Histeria. Płacz. 'Wciąż słyszę i zasłaniam się. Zawinięty w środek z cieniem wokół powiek strach rozpycha zaciśnięte dłonie. Już Nie wytrzymuję tempa wszystko ku*wa skręca! Beksa...!'
Lustro... Powiedz mi kim jestem ?! To wszystko jest moja wina ! Idiota. Już nigdy jej nie przytulę, nie usłyszę jej słodkiego szeptu, nie wezmę ją w ramiona... Nie dotknę jej ust... Dlaczego ? 
Żaden cytat, żaden film, żadna książka.... Po prostu nic nie wyrazi tego, co w tym momencie czuję. Od teraz wszystko stanie się inne. Nie mogę uwierzyć wciąż w to, że to koniec... Tego już się nie naprawi. Miałeś szanse Hayboeck. Ona ci wybaczyła, ty nie potrafiłeś.
- Panie Michaelu... Myślę, że to może się panu przydać - lekarz przekazał mi niebieski notes z twardą okładką. Byłprawie cały zapisany jej pięknym, filigranowym i estetycznym druczkiem. Z łzami w oczach otworzyłem go na ostatniej zapisanej stronie, czytając na głos :

'Nigdy Cię nie zapomnę,

I zawsze będziesz u mego boku.
Od dnia, w którym Cię poznałam,
Wiem, że będę Cię kochać do dnia, w którym umrę.
I nigdy nie będę chciała niczego więcej,
W sercu zawsze będę pewna,
Że nigdy Cię nie zapomnę,
I zawsze będziesz u mego boku aż do dnia, w którym umrę.'


- Aż do dnia, w którym umrę ... - powtórzyłem zamykając płaczące powieki.


                                                              ___________________

Witajcie :) To już ostatnia część tego opowiadania. W skrócie powiem, że dziękuję za te wszystkie wyświetlenia, choć na prawdę nie jest ich dużo :) Postanowiłam zakończyć opowiadanie nieco szybciej niż planowałam, ponieważ uznałam, że jest ono zbyt oklepane. Zauważyłam że 3/4 opowiadań jest o tym samym ( także moje ) dlatego też będę wznawiać opowiadanie z nieco inną ( i może mniej tragiczną ) fabułą, lecz tym razem na watt padzie. Kiedy tylko założę konto i zacznę pisać, od razu wszystkich poinformuje.
Dziękuję także wszystkim, którzy wytrwali ( o ile są tacy ;) ) i tych którzy czytali od początku do końca  ( tu wstaw to samo co w poprzednim nawiasie ).
Pozdrawiam ♥




piątek, 15 kwietnia 2016

#15

        Kiedy otworzyłam oczy znajdowałam się w szpitalu. Ból dawał mi wyraźne znaki, że coś jest jednak jeszcze nie tak. Słyszałam wyłącznie pisk działających urządzeń do których byłam podłączona. Pierwsze pytanie przyszłej matki ? 'Co z dzieckiem'. Moja reakcja wyglądała nieco inaczej...
- Michael ... - wypowiedziałam cicho jego imię.
W sali byłam kompletnie sama. Promienie słońca przebijały przez uchylone okna oświetlając delikatnie moją twarz. Nagle do pomieszczenia weszła jedna z pielęgniarek. Przedstawiła mi się jako Helga. Była niewysoką, pulchną kobietą o niewiarygodnie uprzejmym uśmiechu.
- Obudziła się pani w końcu ... Sprawa wygląda tak...
- Michael ... - powtórzyłam ponownie przerywając Heldze.
- Będziemy musieli zostawić tu panią conajmniej do jutra. Kiedy tu panią przywieźliśmy była pani niedożywiona, a bóle mogły świadczyć o krwotoku wewnętrznym. Musimy dowiedzieć się, co się do tego przyczyniło.
Bezmyślnie wpatrywałam się w sufit. Nie usłyszałam ani jednego słowa... W zasadzie jak ja tu trafiłam ?
- Michael ... - powtórzyłam raz trzeci.
- Michael musiał jechać. Na pewno odezwie się kiedy tylko będzie mógł - zapewniała.
Czy ona na prawdę wie kim on jest ? Czy on... Był tutaj ? Nie miałam odwagi nawet spytać. Leżałam niczym sparaliżowana. Moje ciało było niczym schron dla duszy. Moje uczucia były magazynowane, a ciało nie dawało najmniejszych oznak życia. Resztę dnia przeleżałam bezczynnie. Ból powoli ustawał, lecz nie byłam w stanie samodzielnie usiąść czy podnieść szklankę wody. Wokół sali przechodziło wielu nie znajomych mi dotąd ludzi. Co się dzieje ? Ich twarze takie niewyraźne... Do najtrudniejszych skrzyżowań życiowych nie ma drogowskazów... Marshall, tyle już przetrwałaś. Jesteś silna. Gdybyś tylko wiedziała, co tak na prawdę ci jest. Gdybyś mogła ujrzeć twarz tego, którego w tym momencie potrzebujesz... Nagle w drzwiach pojawił się on. Niebieskooki blondyn. Jego obraz, choć zamglony momentalnie poprawił mi humor.
- Delancy ! - podbiegł do łóżka - jak się czujesz ?
Poczułam delikatne głaskanie po głowie.
- O wiele lepiej, gdy ty tutaj jesteś - uśmiechnęłam się.
Taka była prawda. Cały dzień czułam pustkę. W przeciągu sekundy ból przerzucił się na kręgosłup. Jak nie urok to sraczka, cholera jasna ! Od brzucha... Do kręgosłupa. Co teraz ?
- Musisz odpoczywać... Była u ciebie pielęgniarka ? Wiesz już co z tobą ? - pytał.
- Nie wiem, nic nie wiem... - zmrużyłam oczy.
- Kobieto, za ciebie wszystko trzeba załatwiać - wyszedł zmartwiony z sali.


                                                                 ***
Pamiętam życie było wtedy piękne
Zero zmartwień a teraz mnóstwo ich
Mięknę...
Nigdy jeszcze nie byłem tak zamyślony. Co się dokładnie stało ? Czy mogę ufać mojej własnej matce ? Cały dzień pochłonął mi maraton w którym - jak wspominałem wcześniej - biegłem razem ze Stefanem. Wszystko sobie wyjaśniliśmy, ale ja nie czuje tej samej atmosfery, która panowała między nami kiedyś. Wszystko zaczęło się komplikować. Zmartwienia, problemy, komplikacje, ciągłe niepowodzenia.... Tak ma wyglądać życie przyszłego rodzica ? 

- Przepraszam... Ja w sprawie Delancy Marshall... 
- A pan jest ? - spojrzała na mnie pielęgniarka.
- Jej chłopakiem. Moje nazwisko - Hayboeck.
- Michael ? - upewniła się.
- Tak. 
- Proszę za mną - zaprowadziła mnie w stronę gabinetu - otóż sprawa jest taka... Nie wygląda to do końca dobrze. Delancy była bardzo osłabiona, wręcz niedożywiona. 
- Czy jej stan jest zły ? - przerwałem.
- Wykonaliśmy badania. Wszystko w porządku poza jednym. Dostała krwotoku wewnętrznego, którego przyczyny jeszcze nie ustaliliśmy. Jutro z rana dostanie wypis do domu, a dziś zrobimy jeszcze USG. Mam tylko prośbę. Proszę jej przypilnować, ponieważ regularne spożywanie posiłków podczas ciąży jest nieuniknione, a nie stosowanie się do tego może odbić się na zdrowiu dziecka.
- Czy ... Będę mógł być przy robieniu USG ? 
- Oczywiście, jeżeli matka dziecka się zgodzi.
Po upłynięciu godziny od mojej rozmowy z oddziałową, zaprowadziła nas (tzn. mnie i Delancy) do pokoju, w którym miało odbyć się badanie. Wszystko poszło zgodnie z planem. Płód rozwija się prawidłowo i możemy wracać jutro do domu. Płeć dziecka nie została jeszcze ustalona, aczkolwiek w niedalekiej przyszłości już będziemy wiedzieć nieco więcej o naszym maleństwie.
- Nie wiemy co było przyczyną krwotoku. Przepiszemy pani leki, a gdyby coś się działo proszę natychmiast przyjeżdżać ! - pouczała - To jak... Ile ma pani lat ? Długo planowaliście dziecko ? Na prawdę gratuluję... Będzie miało wspaniałych rodziców - patrzyła na nasze splecione ręce.
- Osiemnaście .... - spuściła głowę Delancy.
- No nic. Miłego wieczoru. Jutro z rana dostaniesz wypis. Dobranoc - opuściła jak najszybciej pomieszczenie próbując zignorować odpowiedź dziewczyny.
Odprowadziłem Dell na salę. Ułożyłem jej wygodnie poduszkę i przykryłem kołdrą.
- Zostanę tu z tobą w nocy.
- Na prawdę czuje się już lepiej, nie trzeba. Idź, wyśpij się. Korzystaj póki możesz. A jeśli cię ktoś zobaczy.. Nie odpoczniesz.
- Nie chcę odpoczywać. Przy tobie to i tak nie możliwe - ścisnąłem jej dłoń.
Byłem na prawdę zmęczony. Marzyłem o tym żeby wyłożyć się do góry kołami w wygodnym i ciepłym łóżku, ale byłem w stanie poświęcić wszystko żeby tylko nie zostawiać jej samej. 

                                                                               ***

Od czasu, kiedy Michi jest przy mnie czuje się o wiele lepiej. Kręgosłup nadal mnie trochę boli, ale daje radę. Jestem przecież odporna na ból. Blondyn ściskając moją dłoń i wtulony w ułamek szpitalnej kołdry zapadł w sen. Wpatrywałam się w jego czuprynę i moje oczy także dążyły ku zmrużeniu, gdy nagle usłyszałam powiadomienie docierające z mojego telefonu.
- Nieznany numer ? - kliknęłam aby powiększyć wiadomość.
' Jak się czujesz ? Wszystko dobrze ? Słyszałem, że jesteś w szpitalu. Zadzwoń, proszę. Pozdrawiam, Filip. '
Filip ? Jak by to ... Mężczyzna. Ten, który stał pod domem wówczas gdy szłam z Michaelem załatwić sprawy związane z wyjazdem. A jak by ująć naszą krótką znajomość ? Spędziliśmy ze sobą jedną noc, krótko po tym, jak wróciłam do Szczyrku. Byłam zdesperowana, szukałam pocieszenia, gdy nagle całkiem przypadkiem z nieba spadł mi on. Doskonale wiedział kim jestem i kim jest dla mnie Michi. W jednym słowie : To coś więcej niż przyjaźń, lecz dużo mniej niż miłość.


                                                 ___________________________________

                                                 Zapraszam na 15 część :* Miłego wieczoru ♥

czwartek, 14 kwietnia 2016

#14

            Reszta nocy upłynęła na poszukiwaniu taniego busa, który jak najszybciej zabierze nas do Austrii. A dokładniej do Linzu - miejscowości w której mieszka Michi. Żadne z nas nie zmrużyło oka nawet na sekundę. 'Wyśpimy się w autokarze' ... Głupie gadanie. Wszystko poszłoby po naszej myśli gdyby nie to, że w autokarze przebywały także fanki Michaela. Był obsypywany pytaniami z każdej możliwej strony. Przez to nawet ja nie odpocząć. Tak ma wyglądać każdy mój dzień z nim? Ataki fanek, ciągłe pytania, prośby o zdjęcia ? Marshall... Znowu ci coś nie pasuje.
- Michael... Pozwolisz, że się położę ? Jestem zmęczona - spytałam patrząc na niego czule.
Byłam zazdrosna o te fanki. Wiem jak to jest mieć idola i wiem, co one knują. Tylko jedno takim w głowie. Ale Michi jest mądry i wiem, że nie interesuje go grono szalejących na jego punkcie fanek. Może i lubi znajdować się w centrum uwagi ale wiem, że nie umówiłby się z nieznajomą dziewczyną, która do tego ma totalnego świra na jego punkcie.
- Pewnie. Połóż się na ramieniu - zaproponował głaszcząc mnie delikatnie po brzuchu - Musisz odpoczywać.
W tym momencie w całym autokarze zrobiło się cicho. Koniec pytań, próśb i wymagań. Dostaliśmy trochę czasu dla siebie. Mogliśmy w końcu odpocząć po nieprzespanej nocy.
           Podróż trwała równe 5 godzin i 31 minut. Wysiedliśmy z autokaru i zamówiliśmy taksówkę. Podziwiałam zza okna przepiękne dziewięcio-dzielnicowe miasto. Po 15 minutach przemierzania ulic publiczną podwózką dotarliśmy na miejsce. Na obrzeżach miasta stał piękny, duży biały dom. Weszliśmy do środka. Poziom główny - czyli ten widoczny zaraz po wejściu - był podzielony na 3 części; część kuchenno-jadalną, wypoczynkową i kominkową. Na górne piętro prowadziły kręcone, drewniane schody.
- Jak tu pięknie ... - westchnęłam bacznie rozglądając się po domu.
- Musimy urządzić tylko jeszcze pokój dla dziecka - objął mnie delikatnie w pasie blondyn.
- Musimy zrobić jeszcze dużo rzeczy. Na przykład wybrać imię - uśmiechnęłam się.
- Na razie się rozgość. Pokażę ci dokładnie dom. Wieczorem wpadnie do ciebie moja mama, bo ja muszę wyjść... Porozmawiać ze Stefanem. Jutro mamy maraton i ...
- Rozumiem. Leć. Przyjaźń nie może czekać.
- W takim razie proszę za mną panno Marshall - chwycił mnie za rękę i zaczął oprowadzać.
Weszliśmy do sypialni, która do złudzenia przypominała mi tą z Sandomierza. Różniła się w zasadzie jedynie widokiem z okna i kolorem ścian. Reszta wyglądała tak samo.
- Tutaj jest garderoba - wskazał palcem - rozpakuj się, a ja pójdę coś ugotować. Pewnie jesteś głodna.
- Jak jasna cholera - odpowiedziałam otwierając walizkę.
Nastał wieczór a wraz z nim oczekiwana wizyta mamy Michiego.
- Dobry... - przerwała spoglądając na mnie - wieczór... Jestem Brigitte, mama Michaela. A pani jest ?
- Delancy Marshall, miło mi - podałam dłoń na powitanie.
Pani Hayboeck wzięła syna na stronę. Nie słyszałam dokładnie całej rozmowy, aczkolwiek czułam, że nie jest to pokojowa pogawędka na temat pogody. Widziałam też spojrzenia jakie rzucała na mnie kobieta.
- W takim razie ja wychodzę, na razie - ucałował mnie w czoło i wyszedł.
Kilka pierwszych minut przesiedziałyśmy w ciszy. Mijałyśmy się tylko pustymi spojrzeniami.
- A więc - przerwała milczenie - Jesteś w ciąży ?
- Jestem.
- Wszystko jasne. To dlatego zerwał z Claudią. Szkoda dziewczyny. Ona go tak kochała ... - zaczęła wspominać Brigitte.
- Przepraszam, ale nie rozumiem. Przecież to ona zdradzała Michaela.
- Claudia to przesympatyczna dziewczyna. Uśmiechnięta, wesoła, uprzejma. Nie to co takie małolaty jak ty. Myślisz, że takich nie sprowadzał ? Przed Claudią było ich z trzy - jęczała - A ja znam już takie numery. Młoda pakuje się facetowi to łóżka, a potem liczy na alimenty. Nie z nami takie numery kochana.
- Przepraszam ? Nie rozumiem.
Od tego właśnie momentu poczułam, że Brigitte może być tylko przeszkodą. Już sama jej mina po przekroczeniu domowego progu nie wskazywała jej przyjaznego nastawienia. Liczyła chyba na inny widok a nie jakiejś 'ciężarnej małolaty'.
- Czy pani coś sugeruje ? - spytałam.
- A i owszem. To co słyszałaś maleńka.
- Wie pani... Ja na prawdę nie zamierzam się kłócić. Jeżeli pani się wydaje, że ja Michiego skrzywdzę to srogo się pani myli. Osądza mnie pani nie znając mojej przeszłości. Nie wie pani jaka jestem i czego doświadczyłam.
W ułamku sekundy przed oczami przeleciało mi całe moje życie. Poczułam niewiarygodnie mocny ból w okolicach podbrzusza i odruchowo położyłam się na plecy zamykając oczy. Ból stawał się coraz silniejszy. Naraz pojawiły się promieniujące bóle głowy... Głos wciąż przemawiającej matki Michaela stawał się coraz cichszy. Jakby wszystko zaczęło się oddalać, a obraz zaczął pikselizować.

                                                                         ***

Cieszę się, że moja mama i Delancy będą miały czas żeby się poznać. Choć pierwsze wrażenie i słowa matki nie były zadawalające i nie ukrywam - zraniły mnie. 'Kogo mi tu znowu sprowadziłeś ? Co z Claudią ? Mam się obcą dziewczyną zajmować ? Patrz jak ona wygląda. Jakby z gimnazjum wyszła. Zastanów się co robisz... Dobrze ci radzę'. Mam dość tej gadaniny. Za każdym razem to samo. To mama zapoznała mnie z poprzednią partnerką. Claudia była córką byłego pracodawcy mojego ojca. Bardzo zależało jej żebyśmy byli razem z powodu pracy ojca. Dostawał awanse, był zapraszany na bankiety. To mamy wciąż nie może dojść to, że światełko które pomiędzy nami świeciło, zgasło bezpowrotnie.
Szedłem wzdłuż ciemnej uliczki w stronę domu Stefana, który znajdował się 20 minut od miejsca w którym obecnie się znajdowałem. Czyli... Mniej więcej nigdzie. Pomiędzy ulicą, krzewami i laskiem.
W domu mojego przyjaciela paliło się światło. Zapukałem i poczekałem grzecznie na otwarcie drzwi.
Głucho. Nikt nie podchodził. Postanowiłem nacisnąć klamkę i zobaczyć czy zastałem jego lub jego dziewczynę Marisę.
- Stefan ? Jesteś tu ? - zacząłem się rozglądać.
Zastałem Krafta śpiącego na kanapie wśród pustych butelek po piwie.
- Człowieku... Co ty zrobiłeś ? - spytałem uprzątając butelki.
Nie otrzymałem odpowiedzi. Na ławie leżały kluczyki od mojego samochodu, którym tu dotarł. Postanowiłem zostawić mu kartkę.
'Wziąłem samochód. Widzimy się jutro na maratonie... Muszę z tobą pilnie porozmawiać. ~ Michi'
Czym prędzej wyszedłem i wsiadłem za kółko. Powrót do domu był jedyną rzeczą na którą miałem ochotę. Stefan nigdy nie miał do końca poukładanego w głowie, ale nie sądziłem, że będzie w stanie się upić do nieprzytomności. Kolejny cel - wrócić i położyć się obok Delancy. A jutro ? Wstać szczęśliwy i biec dla niej i dla mojego malucha. To, co zastałem w domu wmurowało mnie w podłogę. Delancy leżała nieprzytomna na kanapie.
- Mamo, co się dzieje ?! - spytałem nerwowo łapiąc się za głowę.
- Nie wiem, złapała się za brzuch i nagle zamknęła oczy. Co miałam poradzić ? - odpowiedziała całkiem spokojnie.
- Zadzwonić po mnie ?! - zacząłem panikować.
Oczy zaczęły mi się 'pocić'. Tak właśnie brzmi nieco bardziej męska wersja histerii. Wyciągnąłem czym prędzej telefon dzwoniąc na pogotowie, a w między czasie próbując obudzić nieprzytomną Dell.
- Ona ... Przestała oddychać - przyłożyłem ucho do jej zamarłych ust wciąż panikując.
Wziąłem ją na ręce i czekałem na cud. Liczyłem, że moje męskie objęcie uleczy ją. Co ja z resztą wygaduje ?! Hayboeck, bądź choć raz mężczyzną, a nie udawaj go na pokaz. Zachowaj się jak trzeba. Przyjechała karetka. Zabrali ją do pobliskiego szpitalu. Ponownie wsiadłem do samochodu i podążałem za służbami ratunku. Moja twarz - choć blada - nabierała coraz jaśniejszych barw. Czułem się dokładnie tak, jak wtedy gdy jej nie było...

                                                           __________________

                                                         Zapraszam na czternastkę :)
    Jutro postaram wstawić się coś dłuższego i bardziej sensacyjnego, bo w końcu mamy piątek :D
                                                         Miłego wieczoru kochani :3

środa, 13 kwietnia 2016

#13

          Sprawy organizacyjne związane z wyjazdem załatwiliśmy w przeciągu 1,5 godziny. Myślałam, że cała akcja potrwa znacznie dłużej, aczkolwiek udało nam się obejść bez zbędnych przeszkód.
Dotarliśmy do domu. Zaczęło być coraz bardziej ponuro, a oczywiście obiad, który Stefan miał przygotować ugrzęznął w koszu na śmieci razem z garnkiem. I tak to jest zostawić faceta w kuchni.
- Stefan, Stefan, Stefan - lekko obniżałam ton - wiedziałam, że to spieprzysz, kolego. Weź wyjdź. Ja już się tym zajmę - odebrałam mu mój ulubiony ( i w zasadzie jedyny ) czerwony fartuch.
- Nie, nie, nie - sprzeciwił się blondyn całując mnie w czoło - Ty idziesz się pakować, a ja się zajmę obiadem.
- Ty mi tu zaraz dom wysadzisz. Skoro nawet Stefan nie dał rady - zakpiłam.
- Ehh... Stefan to sobie może - machnął ręką - Ja jestem odpowiedzialnym mężczyzną i znam się na gotowaniu lepiej niż niejedna kobieta.
- Tak, tak. Stefan to dopiero będzie mógł - mówił w trzeciej osobie brunet.
- Hej, chłopaki - nie pozwalałam dokończyć sporu - proszę, uspokójcie się. Najlepiej będzie jeśli po prostu tu posprzątacie, bo nie zamierzam wyjeżdżać stąd bez zrobienia generalnego porządku. Zostawiam was, macie pole do popisu. Ja idę się zapakować.
Spojrzeli na mnie jak na wariatkę.
- Coś nie tak ? Pamiętajcie, że ja nie mogę się przemęczać.
Cwaniakowanie - mod on. Życie z facetami pod jednym dachem jest trudniejsze niż mogłoby się wydawać. Poza tym nie czułam się najlepiej i nie miałam ochoty jeszcze stać nad garami i gotować dla tych francuskich piesków.
Czuję, że robię się coraz bardziej wymagająca. Stres ? Cały ten wyjazd... Boje się jak cholera, ale każda kobieta przechodzi taki okres. To dopiero drugi miesiąc. A Michael jest zajęty sobą i nie wie jak w tym momencie się czuję. Weszłam do pokoju i wyciągnęłam dwie obszerne walizki. Spakowałam najpotrzebniejsze rzeczy i zeszłam na dół.
- A ty już ? - zdziwił się Michi.
- A co, mam się bawić w ciuciu babkę jak wy ? - rozejrzałam się po wciąż brudnym pomieszczeniu.
- Hej spokojnie - uciszał mnie - Stefan się tym wszystkim zajmie. Prawda ? - dawał mu wyraźne znaki.
- Jak zwykle ... - poirytował się brunet.
Wszystko działo się.... Tak spontanicznie. Moje życie, które dotąd ciągnęło się w nieskończoność, wreszcie nabiera tempa. To jest na prawdę niesamowite. Parę dni temu myślałam, że straciłam mój największy skarb na zawsze. Teraz zaś znów muszę dbać, by go nie stracić.
- Mieliśmy wyjechać jutro z rana - wtrącił Stefan - chciałem się jeszcze przejść po okolicy.
- Najpierw to ty posprzątaj - uśmiechnęłam się - Potem pomyślimy.

                                                                        ***

Michael i Delancy poszli na górę. Jak zwykle wszystkie obowiązki spadły na mnie, ale - patrząc bardziej optymistycznie - gdyby nie ja, nie byłoby tak jak jest teraz. Poza tym jakby mnie tu nie było całe sprzątanie wpadło by w ręce Michiego. Czyli co ? Ja jak zawszę ratuje sytuacje. Słyszałem tylko nieustające śmiechy i włączony telewizor w pokoju Dell. Film ? Beze mnie ? Do tej pory filmy oglądałem z Michim zawsze razem. Byliśmy jak bracia... Nierozłączni. A od kiedy na horyzoncie pojawiła się Delancy... Czuje się zagrożony. Mam ochotę powiedzieć jej 'Hej, mała. Zluzuj wora! To, że masz chwilowe wahania nastrojów to nie znaczy, że będziesz mi rozkazywać'. Wszystko wskazuje na to, że jestem zazdrosny. Są ładną parą i cieszę się ich szczęściem, aczkolwiek ogranicza to moje kontakty z największym przyjacielem, a przecież przy tej dziewczynie nie możemy zachowywać się zupełnie 'normalnie'.
- Hej, ogarnąłem. Możemy iść się przejść ? - czułem się jakbym był niewidzialny. Nikt nie zwracał w tym domu na mnie uwagi - Jeszcze będziecie tęsknić - zbiegłem na dół, wziąłem skórzaną kurtkę i wsiadłem do samochodu. Tak, tego samochodu którym Michi nas tu przywiózł. Cholerna zazdrość była silniejsza ode mnie. Honor nie pozwolił mi zostać. Zakosić samochód przyjacielowi i wracać nim do domu ? Tego jeszcze nie było. 

                                                                     ***

Wieczór mijał na prawdę miło. Cisza, spokój. Ja, Delancy i mój ulubiony film. Wtulała się w moje ramię tak, jak zwykle to robiła. Zabrakło mi tylko jednego u boku - Stefana. Właściwie... Gdzie on jest ? Wstałem delikatnie z łóżka żeby nie budzić mojej śpiącej królewny. Przykryłem ją delikatnie kocem leżącym w zasięgu mojej ręki. 
- Stefan ? - wołałem schodząc w dół po schodach - Jesteś ? 
Nie było po nim śladu. Ani jego kurtki, ani butów.
- Delancy ? - wołałem.
Nie chciałem jej budzić ale jednak musiałem wszcząć poszukiwania.
- Michi ? - spytała zaspana - coś nie tak ? - przecierała oczy.
- Widziałaś Stefana ?
- Nie - otworzyła szeroko swoje piękne, brązowe oczy - a co, nie ma go ?
- No właśnie nie. Jest ... Pierwsza w nocy - spojrzałem na zegarek.
- Na pewno wróci do rana. Mamy przecież wyjeżdżać - zapewniała.
- On raczej nie wychodzi bez zapowiedzi.
- Jest późno... Może poszedł do sklepu nocnego ?
Sklep nocny ? To mój przyjaciel. Znam go lepiej niż on zna siebie sam. On i sklep nocny ? Nie jestem głupi. Wybiegłem za drzwi bez słowa. Wiatr był porywisty, padał deszcz. Niebo było tak zachmurzone, że ledwo było widać jego granatowy kolor. Rozejrzałem się wokoło. Pod domem brakowało mojego samochodu. Czy to możliwe ?
- Michi wracaj do domu, przecież pada deszcz - podbiegła do mnie Delancy z parasolem w ręce - zmokniesz.
- Nie ma mojego samochodu, rozumiesz ? Nie ma śladu po Stefanie. Mam wracać ?
- Przestań. Zachowujesz się gorzej niż ja. Zaraz.. - przerwała - Jak ... Jak to nie ma ?!
- Nie ma, mówię chyba. Jasna cholera - złapałem się za głowę.
Zadzwonił telefon. To Stefan !
- Stary, gdzie ty jesteś ? - odebrałem.
- Postanowiłem zostawić was samych. Wracam do domu.
- Moim samochodem ? - zbulwersowałem się.
- Odstawię go pod twój dom. Życzę szczęścia w związku. Odezwij się jak będziesz miał dla mnie czas - rozłączył się.
Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Dell patrzyła na mnie w milczeniu. W jej oczach widziałem zrozumienie i troskę. Delikatnie musnęła moje usta, po czym objęła z całej siły. Staliśmy jeszcze przez jakiś czas w objęciach deszczu.
- Michael ...
- Słucham ? - pogłaskałem ją po policzku.
- Boje się - spojrzała na mnie niewinnym wzrokiem.
- Nie ma czego, będzie dobrze - starałem się ją pocieszyć.
Weszliśmy do środka. Przez resztę nocy nie spaliśmy. Szukaliśmy busów, które zawiozą nas do Austrii. Musiałem być tam za dwa dni, ponieważ rozpoczynał się maraton w którym miałem z resztą brać udział ze Stefanem....


                                                      __________________________

                                                             Zapraszam na 13 część :)
                                  Miłego wieczoru :) Jutro postaram napisać się dwa rodziały :*

sobota, 9 kwietnia 2016

#12

Nie mam zielonego pojęcia co miało znaczyć zachowanie chłopaków. Wybiegli i przez najbliższe pół godziny nie wracali.
- Puk, puk ? - gwałtownie nacisnęli na klamkę i weszli do domu.
Michael podbiegł do mnie i czule przytulił.
- Uznajmy, że tamtego wejścia nie było - uśmiechnął się i wręczył mi pięknego, puchatego, około metrowego misia i czekoladki.
Jak się czułam ? Wspaniale. Zachował się jak gdyby sytuacji sprzed dwóch miesięcy nie było. Na to szczerze liczyłam, że uda nam się zapomnieć o zaistniałej sprawie. Nie chcę, żeby te dziecko wychowywało się tylko ze mną, a poza tym przyda mi się wsparcie kogoś doświadczonego w życiu.
- Tego nie można było nazwać wejściem - uśmiechnęłam się - dziękuję.
Życzliwie przytuliłam obydwu podróżników po raz drugi.
- Siądźcie - wskazałam ręką na sofę pełną poduszek.
- Powiedz... jak się czujesz ? - spytał Stefan.
- W zasadzie nie mogę narzekać. To dopiero drugi miesiąc, a ja już czuje się jak wielka ciężarówka.
- Ale nic się nie dzieje, prawda ? - zaniepokoił się Michael głaskając mój brzuch.
- Spokojnie, wszystko mam pod kontrolą - spojrzałam znów w jego błękitne oczy.
Wszystko było jak dawniej... Patrzył na mnie tak samo jak wtedy, gdy spotkaliśmy się po raz pierwszy. W zasadzie zawsze tak patrzył. Czy to oznacza, że nie potrzebnie go oskarżałam i zerwałam kontakt ?
- Ja ... Może pójdę obejrzeć ogród - wymknął się po cichu Stefcio zostawiając nas samych.
- Dell, martwię się... Na pewno wszystko ok ?
- Tak, mówię przecież - wzięłam głęboki oddech -Wiesz ... Tęskniłam.
Nigdy nie widziałem światła w swoim życiu
Jak nocny pies zbłąkany
Choć w Twoich słowach prawdy nie słyszałem
Dzięki Tobie jestem kim być chciałem
Czasami nie wiem jak mam się zachować
Ciągle szukam siebie
Chciałbym podążać za tym co czuję
Nie poznam prawdy, gdy nie spróbuję
Gdy nie będę sobą
Bez Twych słów, bez Twych rąk nie ma mnie.

Dokładnie te słowa przechodziły mi przez myśl. Kolejny tekst odzwierciedlający moje uczucia.
Po chwili ciszy blondyn odezwał się :
- Szczerze... Ja też. Posłuchaj... Ten zakład to nie tak jak myślisz...
- Nie chcę tego słuchać.
- Ale na prawdę. Mi na tobie zależy i chcę żebyś znała prawdę ...
- Nie pieprz już Hayboeck. Tylko wszystko mieszasz.
- Nie chcę żeby to pozostało niewyjaśnione. Chcę być z tobą już do końca szczery.
- Wcześniej nie byłeś ...
- To były głupoty! Byłem pijany, nie wiedziałem co robię. Przepraszam...
- Też w tym momencie nie wiem, co robię. Nie chcę żeby dziecko wychowywało się tylko ze mną. Ono potrzebuje prawdziwej rodziny. A my mu ją damy - pocałowałam go.
Brakowało mi tego. Czułych rozmów z nim. Dwa miesiące to zdecydowanie za dużo męczarni i życia w ciągłym niepokoju. Mam nadzieję, że będzie się między nami układać tak jak kiedyś.
Usiadłam mu na kolanach, wkładając do buzi czekoladkę.
- Musisz przytyć, chudzinko. Nie tylko ja tu teraz będę grubą kluchą.

                                                                     ***

Wybaczyła ? Od razu ? Co za ulga ! W końcu mogę zachowywać się zwyczajnie... Tęskniłem za jej uśmiechem, ciepłymi słowami i tymi miękkimi, puszystymi włosami, które mogłem głaskać niemalże całymi dniami.
Niczym pies zjadałem czekoladki - kupione oczywiście przeze mnie - rozdawane przez Delancy. Do domu wparował Stefan :
- I co już luz ? Mogę zostać ? Bo trochę tam zimno - pytał.
- Może zostać ? - powtórzyłem pytanie spoglądając na Dell.
- No nie wiem, skoro musi - zaśmiała się - pewnie, wchodź.
Stefan zdjął kurtkę i dołączył do nas - leni grzejących tyłki na sofie.
- Napijecie się czegoś ? Zaraz będę coś gotować na obiad. Na co macie ochotę ?
- Ty lepiej odpoczywaj - udaliśmy się ze Stefanem w stronę kuchni - my się tym zajmiemy, a ty odpoczywaj ciężarówko, co ? Włącz telewizor i wyluzuj. Nie możesz się denerwować.
- To chociaż powiedzcie mi, ile macie zamiar zostać.
- Tyle ile będzie trzeba. Dobrze by było gdybyś wróciła z nami, bo miłość nie może czekać - zażartował Stefan.
Nie zrozumiałem tego 'żartu', ale wiedziałem, że chodzi mu o to, żeby Dell jechała z nami.
- A co z jej szkołą. Właśnie. Ktoś wie ?
- O czym wie ?
- O ... Dziecku..
- Nikomu nie mówiłam. Nikt się nie domyśla. A z tym zdjęciem ? Smarkula najwyraźniej nie zdążyła go wrzucić do sieci - powiedziała Delancy.
- Nauka jest do 18 roku życia obowiązkowa. Powie, że się wyprowadza i z czapy. Wyniki matury chyba przyślą na adres, tak ?
- No tak. Ale ja nie zamierzam nigdzie wyjeżdżać - sprzeciwiała się.
- A jak to sobie wyobrażasz ? Że całe życie będziecie pokonywać kilometry żeby się spotykać ? - pytał Stefan - takie życie nie ma najmniejszego sensu.
- Mam to tak wszystko zostawić? Ciotkę, która też o niczym nie wie, szkołę, dom ?
- Dell, nie bulwersuj się - przerwałem - Stefanowi chodzi o to, żebyś się przeniosła do mnie na jakiś czas. Potem zdecydujemy gdzie zamieszkamy, tak ?
I jak tu rozmawiać z taką dziewczyną. Musiałem wmówić jej, że podejmiemy jaką kolwiek decyzję. I tak zamieszkamy u mnie. Nie widzę innej opcji. Tam jest bezpieczniej. Poza tym w Austrii mam rodzinę, na którą zawsze możemy liczyć, nie to co tu. Jej rodzice z niczego nie zdają sobie sprawy.
- Dobra. To w takim razie kiedy ? - spytała.
- Jutro z rana ? Spakujesz się wieczorem i wyjedziemy - zaproponowałem.
- Nie ma mowy. Muszę poinformować ciotkę, pójść do szkoły i wszystko wytłumaczyć, podać twój adres. Nie ma tak łatwo koledzy.
- W takim razie lećcie załatwić to teraz, a ja zajmę się obiadem - rzekł Stefan.
Posłuchaliśmy rady mojego serdecznego przyjaciela. Wyszliśmy z domu z potrzebnymi dokumentami i książkami do zwrotu.

                                                                    ***

Nie byłam zachwycona decyzją. Ale przecież trzeba podejmować jakieś kroki do dalszej przyszłości. Doskonale wiem, że nie wrócę. Znam go i wiem, że on mi na to już nie pozwoli. Polska ? Tylko na wakacje. Na dworze rzeczywiście było zimno. Zrobiło mi się jeszcze zimniej i nie przyjemniej gdy zobaczyłam pewnego chłopaka stojącego pod moim domem. Przeprosiłam na chwilę Michaela i podeszłam do niego.
- Czegoś tu ... - przyjrzałam się jego twarzy. Wydawała się tak bardzo znajoma. Kiedy zaś dojrzałam kto to, postanowiłam go wyprosić - Proszę idź. Nie chcę mieć kłopotów.
- Delancy. Chciałem coś wyjaśnić.
- Nie teraz. Idź. Zadzwonię. Kiedyś - odeszłam łapiąc kurczowo Michiego za rękę.
- Kto to był ? - spytał.
- Nie wiem, jakaś przybłęda. Idźmy lepiej do tej szkoły. Muszę się jeszcze pożegnać z ciotką.
Próbowałam uniknąć tematu. Nie chciałam mówić NIKOMU kim jest ten chłopak i co on robił pod moim domem. A zwłaszcza Michaelowi. Bez tajemnic... No może od jutra ?


                                                       _________________________
                                         
                                                   12 część - serdecznie zapraszam :D
                                                              Miłego wieczoru :)

#11

            Zaczęło robić mi się coraz bardziej słabo. Byłam w pół przytomna. Łzy zaczęły płynąć po moich policzkach. Histeryczka ? Dobre słowo.
- Jezus, Maria - podbiegł do mnie Stefan - Co się stało ?
Jeszcze się pyta. Wstałam i podeszłam do całej trójki.
- Wszystko słyszałam. Myślałam, że spotkało mnie coś niesamowitego, a padłam ofiarą fałszywych ludzi - wykonałam przytyk próbując powstrzymać się od płaczu - Nie... Nie wierzę, że to się dzieje na prawdę.
Wybiegłam z hotelu. Wszystko wydawało się być zamglone. Dokładnie tak jak moje myśli. Przestało zależeć mi na czymkolwiek. Jak można być takim dupkiem?
- Dziecko - podbiegła do mnie ciotka - jak ty w ogóle wyglądasz ? Trzeba zacząć generalne próby, przymierzać kostiumy. Co się stało ?
- Ja, ja ... - zaczęłam wypłakiwać się jej w ramię - zrobiłam najgłupszą rzecz na świecie.
- Każdy z nas robi głupoty.. A teraz chodź. Musimy się zbierać i iść prosto pod skocznię.
- Nie. Nigdzie nie idę.
Ciotka szeroko otworzyła oczy i spytała nerwowym tonem :
- Jak to nie idziesz ? Podjęłaś już decyzję moja droga. Nie ma odwrotu.
- Po prostu nie. Odechciało mi się być hostessą. Wybacz, ale nie dam rady. To nie daje mi szczęścia. Zdecydowałam się z innego powodu.
- Na tym moja cierpliwość się kończy. Wyobrażasz sobie ile poświęciłaś na to godzin ? Pozwolisz żeby jedna osoba zniszczyła ci drogę do kariery ?
- Jakiej kariery ?! - bulwersowałam się - Bycia pustą, nadętą panienką ? Dziękuję, dam sobie radę i bez tego.
- Twoja decyzja. Ale wiedz, że nie przyjmę cię z powrotem.
- Dobrze ! - krzyknęłam.
Pobiegłam do pokoju żeby spakować rzeczy. Nie interesowało mnie, czy Michael nadal tam jest czy nie. Nie stanie mi na drodze po raz kolejny. Nie pozwolę, by zniszczył moje plany.
- Witaj kochanie - chciał przywitać mnie pocałunkiem.
- Kochanie ? - popchnęłam go w stronę ściany.
- Co cię znowu ugryzło ? - spytał.
- Wiem już wszystko. Co do szczegółu, rozumiesz ? Zakład, tak ? Cholerny z ciebie krętacz Hayboeck. Wiedziałam, że takim jak ty nie można ufać - podnosiłam głos coraz bardziej.
- Ja ci to wszystko wyjaśnię, spokojnie.
- Spokojnie ? Wyjaśnisz ? Znów ?! Najlepiej będzie jak sobie pójdziesz. Muszę oddać klucze do pokoju na recepcję.
- Zrobię to za ciebie, daj - wyciągnął rękę spoglądając na moją twarz.
- Jedyne co możesz dla mnie zrobić to się ze mną więcej nie kontaktować, rozumiesz ? Napatrz się, bo więcej mojej twarzy nie zobaczysz. A teraz wyjdź - wskazałam drzwi Michaelowi.
Od razu po jego wyjściu mocno je zatrzasnęłam. Całą tą sytuacje próbowałam przetrwać bez płaczu. Pozostać twardzielką. Chociaż ten jeden raz.

                                                                      ***

Cała ta sytuacja ... Jak zwykle przez chłopaków. Nie umieją trzymać języka za zębami. Owszem, był zakład. Podaliśmy sobie dłonie jeszcze w Vikersund. Przed moim wyjściem na pierwsze spotkanie z Dell. Nikt o nim nie wiedział. Aż do teraz. Ona mnie przez to nienawidzi. Inna sprawa, że ja ją na prawdę kocham i zakład podjąłem na prawdę lekkomyślnie. Myślałem, że ona jest taka jak każda. Ale im bliżej ją poznałem, tym bardziej zaczynałem darzyć sympatią. A teraz kiedy stoję pod drzwiami pokoju ze spuszczoną głową, widzę co straciłem. Nigdy jej nie odzyskam...
- Michi, mamy problem - krzyczał Stefan z końca korytarza.
- Hmm... My ? My mamy ? - wziąłem go na stronę - Ona mnie nie chce znać, rozumiesz ? Wy nic na to nie poradzicie, więc jakie 'My'? Przez was stracę ją na zawsze.
- Uspokój się. Trzeba było się nie zgadzać na ten zakład - burknął.
- Trzeba było go nie proponować do jasnej cholery ! Wiesz jaki jestem - znów opuściłem głowę.
Pierwszy raz od niepamiętnych lat poczułem, że zaczynam płakać.
- Michi ? Wiesz, że musimy iść na trening, prawda ? Bierz kombinezon i zbieraj się. Widzimy się na dole - wyrzekł Stefan.
Wiem, że dla niego to też krępująca sytuacja. On i Delancy dobrze się dogadywali, ale liczyłem na większe wsparcie z jego strony.

                                                                      ***

- Klucze oddane, możemy jechać - wzięłam torby i udałam się w kierunku drzwi - Gdzie jest ten dowód - zaczęłam grzebać po kieszeniach.
Wszystkie moje bagaże upadły. No świetnie. Ubrania walały się po śniegu, a ja nie miałam już wolnych kieszeni w kurtce. Podbiegł do mnie pewien mężczyzna : 
- Pozwoli pani, że pomogę - przykucnął i spojrzał na mnie.
- Na prawdę panu dziękuję. Jak mogę się odwdzięczyć ? - spytałam ze względu na dobre maniery.
- Może ... Da się pani gdzieś zaprosić ? - podał mi bagaże.
Zauważyłam, że z hotelu wychodzi Michael. Chciałam żeby poczuł się zazdrosny, bezużyteczny. Zgodziłam się na propozycję nieznajomego, zapisałam mój numer na kartce i odruchowo pocałowałam go delikatnie w policzek. Dokładnie tak jak miałam zwyczaj robić to blondynowi. W ułamku sekundy poczułam jak nieznajomy przytwierdza mnie do ściany. Ogarnął mnie strach i zaczęłam krzyczeć. On jednak nie ustępował. Próbował mnie pocałować, lecz ja zaczęłam się wiercić i próbować ucieczki. Mój krzyk najwyraźniej usłyszał Michael. Rzucił on swoje torby i podbiegł, by tylko odepchnąć ode mnie tego zboczeńca.
- Nic ci nie jest ? - spytał.
- Dziękuję, wszystko w porządku - podziękowałam unikając jego spojrzenia - Żegnaj.
- Czekaj. Ja nie chcę tego tak kończyć - złapał mnie za ramię.
- A jak ? Nagle znów stałeś się dobrym człowiekiem ? Znów ci się przypomniało, że ci jednak na mnie zależy ? - zaczęłam iść w stronę przystanku.
- Dell - krzyczał - Nie chcę żyć bez ciebie, rozumiesz ? To był zakład. Bezmyślnie się go podjąłem. Ja cię na prawdę kocham. Wiem, że nie jest ci to takie obojętne. Ja też do przeżywam. Delancy... - zaczął ściszać głos.
Wszystko dokładnie słyszałam. Nie potrafię znów mu wybaczyć. Wszystkie wspomnienia... Wszystkie przeżyte z nim chwile, rozmowy. 
- Duch i szary dym, król bezwzględnych cisz. No i wzgórze, skąd widać nas... Znów w oczach piach - zaczęłam nucić - Nikt nie mówił, że żyć będzie łatwiej, kiedy Ty nie wiesz, że... Ta lwia część, która tęskni za Tobą, która we mnie jest... A we mnie ta lwia część, która myśli za Tobą jak to jest możliwe?
Przypomniał mi się tekst pewnej piosenki należącej do zespołu LemON. Odnosiła się ona właśnie do tego, co w tym momencie odczuwam. Słowa pisane przez innych wyrażają mnie bardziej, niż ja sama potrafię to zrobić. To tak, jakby inni opisywali moje odczucia, których ja sama nie potrafię opisać.
Ale jednak najbardziej wyczekiwana rzecz w tym momencie nadejdzie niedługo. Kierunek - dom. To tam będę mogła być całkiem odizolowana od ludzi. Pozostać sama i przez kilka najbliższych dni posiedzieć w domu, bo godziny mam przecież z góry usprawiedliwione przez ciotkę. Walnąć się na łóżko, obejrzeć smutny film i wypłakać jedząc lody. W samotności. Czyli tak jak to do tej pory zawsze było. 

                                                        DWA MIESIĄCE PÓŹNIEJ
                                                                     *Michael*

Sezon nie zakończył się szczęśliwie dla mnie. Ukończyłem rywalizacje na czwartym miejscu klasyfikacji generalnej przegrywając z Kennethem Gangnesem. Cóż powiedzieć... Jeżeli byłbym na siłach to z pewnością wskoczył bym na miejsce drugiego Severina Freunda, ale choć był to mój najlepszy do tej pory sezon, nie czułem się na siłach. To wszystko przez sytuacje z Delancy. Nie potrafię się po niej pozbierać, choć sam sobie wmawiam, że jest już dobrze. Nie otrzymałem od niej żadnego znaku życia. Nie wiedziałem co się z nią dzieję, ale sam nie miałem odwagi dzwonić.
- Hayboeck jesteś zwykłym tchórzem - powtarzałem.
Stefan od dwóch tygodni namawia mnie do tego, żeby w końcu wybrać się do Polski. Mamy w końcu wolne, ale jednak nie wiem przecież gdzie ona mieszka. 
- Pojedziemy razem, ja zapytam. Nie musisz się o nic bać - zapewniał Stefan.
Może powinienem się zgodzić ? Dzięki temu może uda mi się ją odzyskać. Przecież nie można być złym w nieskończoność.

                                                                      ***
                                                                  *Stefan*

Nie bez powodu namawiałem Michiego żeby pojechał w końcu do Polski. W przeciągu dwóch miesięcy pisałem trzykrotnie z Dell i dowiedziałem się pewnej rzeczy. Jest w ciąży. Mówiła też, że boi się tego wszystkiego, bo jest jeszcze za młoda i może sobie nie dać rady z wychowaniem malucha. Nie wiem jakiej podejmie decyzji... Czy wybaczy Michaelowi ze względu na ten szczegół, czy woli żeby został on tatusiem od dawania pieniążków. 
- Mam adres, jedziemy.
- Uważasz, że to dobry pomysł ? Ona mnie chyba nie chce widzieć - zwątpił.
- Ja jednak myślę, że chce. Człowieku... Tak nie może być. Wy ewidentnie powinniście być razem pomimo opinii innych. Ty widzisz siebie w lustrze ? Wiecznie zaspany, wychudzony... Wyglądasz jak szkielet. Bierz torby i jedziemy.
- Pamiętam jej wzrok... Kiedy odchodziła... Powiedziała, że więcej się nie spotkamy...
- Hayboeck, tchórzu pieprzony. Chcesz ją zobaczyć czy nie ? To jedyna okazja żeby skończyć to chociaż na friendzone. 
- Dobra... jedziemy - wziął klucze od samochodu i wyszedł - czekam w aucie.
Pierwszy raz zebrał się tak szybko. Zawsze to ja na niego czekałem i przyznam, że bardzo mi ten wyjazd na rękę. Ja jeszcze sprawię, że będą razem.

                                                                       ***

Ciąża ? Tak właśnie. Dowiedziałam się niecałe 2 miesiące temu... Mam dopiero 18 lat i będę miała dziecko na głowie. Matura już napisana... Właśnie oczekuję wyników, ale mam nadzieję, że wszystko będzie po mojej myśli i uda mi się zdać. Miłą niespodzianką okazał się dla mnie telefon Stefana. Chciał odwiedzić mnie w Szczyrku. Bez wahania zaczęłam uprzątać dom i oczekiwać gościa. Z Austrii podróż trwa około 5-8 godzin także spokojnie miałam czas żeby jeszcze odpocząć, bo na prawdę szybko się męczę. Nie ukrywam, że stęskniłam się też za Michaelem... Chciałabym, żeby się dowiedział, że będziemy mieli synka lub córeczkę, ale przecież ja dla niego nic już nie znaczę. Byłam tylko jego zabawką i on nigdy nie będzie chciał zobaczyć tego dziecka. Ma ważniejsze sprawy na głowie niż ciężarna 18 latka. 
Po kilku, ciągnących się w nieskończoność godzinach w reszcie usłyszałam wyczekiwany dzwonek do drzwi.
- Delancy ! - ucieszył się Stefan przytulając mnie.
- Miło was widzieć - uśmiechnęłam się.
Michael stanął jak wryty. Nie odezwał się ani słowem. Był wręcz jeszcze bardziej blady kiedy zobaczył mój brzuch. Czy wyglądałam aż tak bardzo strasznie ? Blondyn wybiegł z ogrodu i podążał wzdłuż ulicy.
- Michael, co ty odwalasz ? - darł się Stefan i biegł za nim.

                                                                      ***
                                                                  *Michael*

Stałem jak wryty, to prawda. Kiedy tylko zobaczyłem brzuch Delancy poczułem przyjemne ciepełko i doszło do mnie, że nie powinienem pojawiać się bez prezentu. Wybiegłem czym prędzej z ogrodu Delancy w poszukiwaniu sklepu. Pojawić się u ciężarnej dziewczyny z pustymi rękami. Nie ma gorszego chamstwa.
Stefan biegł za mną dopóki mnie nie dorwał.
- Wołam cię. Co ty odpierdalasz ? Przyjeżdżasz tu i uciekasz ? Powinieneś ją przytulić, okazać wsparcie - potrząsał mną.
- Przecież... Ja nie kupiłem prezentu - cichym głosem powiedziałem idąc wciąż przed siebie.
Czułem się jak w transie. Nie dało się tego opisać. Będę musiał ją przeprosić. I przynajmniej spróbować przez te parę miesięcy ją jakoś wspomóc. Co będzie to będzie, ale muszę zaistnieć w życiu tych dzieci. Nie chcę stracić przez głupotę chociaż ich.

                                                ____________________________________

Oto 11 rozdział :D Z góry przepraszam jeśli zaistniały jakieś błędy ale mam coraz mniej czasu na ich sprawdzanie. Nauka goni ;/ 
                                                                    Miłego dnia :)